Fotograficzna podróż życia

Zaczęłam jak większość fotografów. Zajawka zdjęciami, bo ktoś z rodziny robił zdjęcia, w moim przypadku była to kuzynka i babcia. 
Pożyczyłam od rodziców aparat i eksperymentowałam. Potem pierwszy aparat z okazji urodzin czy czegoś takiego. Następnie pierwszy kupiony za swoje własne pieniądze. I tak fotografowanie wszystkiego co się rusza i nie rusza. Chwalenie się wszystkim jakie to zajebiste zdjęcia robię, mimo, że tak naprawdę było mocno przeciętne, nawet nie dobre. Pamiętam jak na jednej z wycieczek w góry z Babcią, mądrzyłam się jak to nie trzeba ustawiać aparatu i robić zdjęcia, aby były ładne. Po latach Babcia, powiedziała mi, że wtedy w głowie miała słowa:”Smarkula uczy mnie jak robić zdjęcia, choć tyle lat fotografuje swoje podróże”. Czego to człowiek po latach się nie dowie…:)

Aż w końcu z braku czasu i innych wymówek porzucam tą pasję, która z początku była naprawdę wielka. Nastaje czas studiów. Nagle ni z tego ni z owego pasja powraca. Do tego stopnia, że wszystkie swoje koleżanki fotografuje i marzę o tym by zostać profesjonalnym fotografem i z tego się utrzymywać. Wyjedżam na studia za granicę i tam zaczyna się przygoda z fotografią. Fotografuje swoje życie za granicą. Nawet pisałam bloga na ten temat. Co za stare dzieje…
Świat mój zaczyna kręcić się wokół fotografii, robię pierwsze zlecenia gdzie ludzie wstawiają zdjęcia z moim podpisem. Tak aparat zostaje ze mną już do dziś. 

Wracając do Polski miałam trochę inny plan na życie, ale wiadomo jak to życie, lubi weryfikować nasze plany.  Choć robiłam mnóstwo innych rzeczy, zawsze gdzieś aparat był przy mnie i marzenie, że kiedyś to będzie mój zawód. W końcu poznaje chłopaka. Dziś jest moimi mężem – Maciuś o Tobie mowa <3 Poznaliśmy się w momencie kiedy chodziłam już do szkoły fotograficznej. Chodziłam tam z początku dla siebie, ale Maciek uświadomił mi, że może by tak w końcu zacząć spełniać swoje marzenie. No i się zaczęło, pierwsze płatne zlecenia, pierwsze sesje, śluby, obróbki, pierwsze wpadki fotograficzne, aż otworzyłam firmę. Wpierw pod nazwą „Joanna Próchnicka Fotografia”, dziś już „Mała Mi Kadruje. Daleko mi do perfekcji, jeszcze wiele chciałabym osiągnąć, dążę do stylu, który mi się podoba. Śmiało jednak mogę powiedzieć, że moje marzenie się spełnia. A sam fakt, że pracuje razem z mężem to już szczyt wszystkich marzeń!

Trzymajcie za nas kciuki i bądźcie z nami, a napewno dodacie nam skrzydeł w dążeniu do naszych marzeń związanych z tą firmą. 

Ściskam
Asia

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments